Zimowe łosie
Jest okazja aby uaktualnić stronę.
Otóż w dniu wczorajszym 29.01.2004, miałem możliwość odwiedzić Park.
Jakże się cieszę, że od jesieni wszystko jest na swoim miejscu.
Co prawda nad rzeką nie byłem, ale przejechałem samochodem od Grajewa do Strękowej Góry.
Wszystko naturalnie w obszarze BPN. Pogoda była sprzyjająca, lekki mróz i co najważniejsze,
jeszcze przed zapowiadaną odwilżą. Warto było. Śnieg na carskim trakcie nie zamienił się w lód,
a i koleiny nie są zbyt mocno wyrzeźbione. Później będzie znacznie gorzej.
Zwłaszcza gdy pojawi się na nich woda. Tym razem droga była w porządku,
a pierwsza niespodzianka jeszcze przed Osowcem, od strony Grajewa. Po lewej stronie, przy drodze,
cztery Łośki. Wszystkie wypasione jak żubry. To oczywiście, mocno brunatne, zimowe futro sprawia
takie wrażenie, ale naprawdę były imponujące. Niestety pstryknąć im zdjęcia nie jest łatwo,
uwzględniwszy nawet wyjątkową u łosi chęć pozowania, jak na dzikie zwierzę naturalnie!
No cóż, zaskoczenie zupełne i zbyt wolna migawka. Efekty widać.
Niestety, to miejsce graniczy z linią kolejową, na której praktycznie co roku, znajdowane są
martwe byki, klępy i łoszaki. Szkoda. Mam nadzieję, że moim żuberkom (może żubrzykom?)
nic się nie stanie. To nie koniec spotkań z łosiami. Koło Olszowej Drogi następna parka
(chyba parka, a może nie ?) w każdym razie szczypały się po zadkach. Przez chwilę, tradycyjnie
wybałuszały swoje ciekawe oczy, w wolno wysuwający się obiektyw, by następnie dać do zrozumienia,
że sesja skończona. Później, za wieżą na Bagnie Ławki jeszcze sarenki i na koniec,
tuż przed Laskowcem, puchaty lis. LIS jak BERNARDYN !!! Ludzie, nie widziałem jeszcze
takiej sierści. Z jednego cały płaszczyk. Fuj, to żart w złym guście.
Chociaż zważywszy nadprodukcję pogłowia lisów...nie, nie, nie. Ale z drugiej strony,
gdzie się podziały małe zajączki ? A gdzie bażanty i kuropatwy i inne ptaki grzebiące?
Znikają z naszego krajobrazu. Każda ludzka interwencja w środowisko, przynosi opłakane skutki.
Chronimy jeden gatunek - niszczymy w ten sposób inne. Ale wracając do tematu, ten lis
niestety nie miał chęci na współpracę i nie zastanawiając się prysnął w krzaki - spryciarz.
Tak więc krótka wizyta na Bagnie, była niezwykle obfita i można by rzec, że znowu Pan pobłogosławił.
Czekam na wiosnę. Ale się będzie działo... Teraz mam pewność, że zwierz jeszcze jest.
Trzeba myśleć o nowym, szybszym aparacie...